Jestem typem, który lubi być przygotowany. Kiedy jedziemy z M. na wakacje, pełnię rolę przewodnika turystycznego, ponieważ z wyprzedzeniem zapamiętałem trasę i wszystkie zabytki. W naszych walizkach niczego nie brakuje, ponieważ dokładnie zbadałem, czego możemy potrzebować w miejscu docelowym. Przeszukuję wszystko w internecie. Więc w ciąży robię dokładnie to samo. Robię krótką listę tego, co muszę załatwić. Oczywiście lista na papierze, aby można było skreślić, gdy coś jest zrobione. Usunięcie na liście cyfrowej nie daje takiej samej satysfakcji, ale poza tym. Zaczęło się od praktycznych rzeczy, takich jak kupowanie rzeczy dla dziecka (czek), ubieganie się o opiekę położniczą (czek), uznanie nienarodzonego dziecka (okropny termin, czek) i wybranie ogłoszenia o urodzeniu (wciąż do zrobienia, teraz z wyższym priorytetem ). Im więcej czytam w internecie, tym dłuższa jest moja lista. Naprawdę nie pomyślałem o pewnych rzeczach ani nie położyłem głowy w piasek. A więc rezygnacja z kursu karmienia piersią (czek), rezygnacja z kursu ciążowego (czek) i zorganizowanie opieki nad dzieckiem (to jest wciąż do zrobienia i przypadek strusia. Nadal nie zastanawiałem się, kto zajmie się naszym małym tyłkiem w pracy) dni).
Na mojej liście znajduje się więc kilka punktów. W międzyczasie stałam się też encyklopedią chodzącej ciąży, która dokładnie wie, co dzieje się na jakim etapie ciąży. I lubię niepokoić M. takimi faktami. „Drogi, czy wiesz, że jesteśmy teraz w trzecim trymestrze ciąży, a dziecko ma teraz około 35 cm długości i waży już 900 gramów, a jeśli dziecko urodzi się teraz, to współczynnik przeżycia wynosi już 81%?” Mam wrażenie, że trafia do jednego ucha z M., a wychodzi do drugiego. Dopóki wie, że dziecko i ja czujemy się dobrze, jest z tym w porządku. Wie, że może to zostawić mnie.

pl_PL