Na sporty zimowe

Wreszcie nadszedł czas: po miesiącach oczekiwania w końcu wybraliśmy się na sporty zimowe. Nie wiem, kto uważał to za bardziej ekscytujące, dziewczyny czy ja!

Do Austrii z pełnym załadunkiem. Fien i Jet byli dobrze przygotowani, wiedzieli, że to będzie długa podróż. Po pół godzinie Kaat pomyślał, że jesteśmy naprawdę na dobrej drodze i regularnie padało pytanie „czy już jesteśmy”. Zwłaszcza, gdy zobaczyliśmy śnieg po 2,5 godzinach, naprawdę musieliśmy tam być. Na szczęście mieliśmy wystarczająco dużo rozrywki. Książeczki, płyty CD i ładna kłębek wełny do szydełkowania na palcach. Jet zrobił na szydełku bardzo długi „szalik myszy”. Gry i filmy były oczywiście również idealne dla zabicia czasu.

W miejscu docelowym rozpoczęła się przygoda z pierwszą lekcją jazdy na nartach. Bardzo miło widzieć, że wszystkie trzy dziewczyny podchodzą i doświadczają tego inaczej. Fien szczególnie chce robić różne rzeczy i nie interesuje się nauczycielem narciarstwa, Jet uważa ją za bardzo interesującą, a Kate naprawdę to wszystko było ekscytujące. Oczywiście, że ma 3 lata, a potem z dziwnym nauczycielem, który nawet nie mówi po holendersku. Wtedy też zadałem sobie pytanie, czy robię to dobrze?

Ale na szczęście mam bardzo przyziemnego człowieka, który mówi chodźmy, mają nasz numer telefonu i jeśli jest coś, to zadzwonią. Oczywiście, bo jak często powtarzałem to zdanie rodzicom, kiedy po raz pierwszy przynosili swoje dziecko do naszego przedszkola? Bardzo często… i na szczęście prawie nigdy nie zdarzyło mi się zadzwonić.

I jak miło jest pomyśleć pod koniec tygodnia: jak dobrze, że to zrobiliśmy, wszyscy mieli wspaniały tydzień. Podobała mi się jazda na nartach, śnieg i siebie nawzajem. Jak miło było spędzać popołudnia bawiąc się z Kaatem na śniegu i jeżdżąc na nartach z dużymi dziewczynami. Jak fajnie byli, kiedy zeszli po czerwonym zboczu ostatniego dnia, fantastycznie!

 

pl_PL